International Festival
of Independent Cinema

26.04 – 05.05.2024, Kraków

Utalentowany Oliver Quick | recenzja „Saltburn”

Nie jest łatwo ochłonąć po seansie „Saltburn”, filmu który premierę online miał na Amazon Prime w ostatnich dniach grudnia. Laureatka Oscara za „Promising Young Woman” – Emerald Fennell ponownie postawiła na film w założeniu szokujący i trudniejszy w odbiorze. Jedną z najlepszych decyzji było postawienie na szwedzkiego operatora – Linusa Sandgrena. Ten znany z wysokobudżetowych produkcji, w których jego praca jest nad wyraz istotna i jakościowa, nie omieszkał zdominować swoją pracą najnowszego filmu Fennell. Jego znakomite zdjęcia nie tylko ozdabiają „Saltburn”, ale stają się jego najlepszą zaletą.

Oliver Quick (Barry Keoghan) to zwyczajny chłopak, który rozpoczyna naukę na brytyjskim Oxfordzie jako przeciętny i obojętny dla otoczenia student – poznajemy go jako nieśmiałego, niekoniecznie towarzyskiego i poszukującego bratniej duszy. Jego sytuacja zaczyna się zmieniać, gdy dziwnym trafem ratuje z opresji kolegę z uczelni – Felixa Cattona (Jacob Elordi). Oliver obserwował go w bibliotece i wspólnych częściach kampusu, podziwiał za charyzmę, charakter i wygląd. Ich relacja nabiera tempa, a wraz z nią dynamika filmu nabiera rozpędu. Oliver bez swojego autorytetu nie może się odnaleźć, spędza w jego towarzystwie każdą możliwą chwilę jednocześnie wyjawiając mu swoje mroczne „sekrety”.

Główna akcja opowiadanej historii rozpoczyna się wraz z zakończeniem roku akademickiego. Felix zauroczony i zaintrygowany Oliverem postanawia zaprosić go do Saltburn. Tytuł filmu to jednocześnie nazwa arystokratycznej, wiejskiej posiadłości, która rodzinie Cattonów służy od lat. Oliver zaproszony w zupełnie „przypadkowych” okolicznościach przez niedawno poznanego przyjaciela pasuje do tego środowiska jak kwiatek do kożucha. Niemniej jednak wraz z upływem letnich dni dostosowuje się do aury rezydencji, a z czasem przejmuje kontrolę nad wydarzeniami. Jego intrygi doprowadzają do zmian, a niektórych z mieszkańców doprowadzają do histerii. Oliver jest podekscytowany galopującym rozwojem relacji z rodziną Cattonów; siostrą Felixa – Venetią (Alison Oliver) i jego przytłaczającymi rodzicami (Rosamund Pike i Richardem E. Grantem). 

Nie jest trudnym do przewidzenia, dokąd zmierza rozwiązanie „Saltburn”, pomagają też sami twórcy raz na jakiś czas przekazując zbitki „wywiadu”, który później okaże się elementem sceny końcowej. Oliver od zabawki Cattonów sprytnie przechodzi w rolę kuglarza i reżysera wydarzeń w rezydencji. Wiele scen w filmie Fennell nie zaskakuje, te szokujące i gorąco komentowane po premierze mogą być „nie dla wszystkich”, ale nietrudno dostrzec powiązania ze sceną z „Utalentowanego Pana Ripley”. Zresztą poza sceną z wanną, można powiedzieć, że Fennell „zapożycza” swoją strukturę fabularną od filmu z Mattem Damon’em i Jude Law’em. Dostrzegalne są również liczne odwołania kulturowe czy to bezpośrednio przez dialogi bohaterów, czy też do obrazów albo filmów, tak jak wspomnianego „Utalentowanego Pana Ripley”, bądź „W pełnym słońcu”. Brak ograniczeń i barier w „Saltburn”, momentami jest zbyt naiwny, jednak odwaga podejmowanych działań przez głównego bohatera i samą reżyserkę jest intrygująca i momentami godna podziwu. 

Przepełniona egoizmem, naiwna i głupkowata rodzina Cattonów rozgrywana jest z zegarmistrzowską precyzją, a ich brak świadomości jest aż nadto irytujący. Barry Keoghan po wspomnianym na samym początku operatorze – Linusie Sandgrenie jest najjaśniejszym punktem filmu. Jego kariera pędzi z zawrotną prędkością i po serii bardzo dobrych, okrawających o perfekcję występów przyszedł czas na ugruntowanie swojej pozycji w kinie. „Saltburn” mimo tego, że mógłby w paru miejscach być inny (lepszy?), to na pewno nie w aspekcie aktorstwa Keoghana. Irlandczyk jest znakomity i sama jego gra to doskonały powód, żeby obejrzeć film Emerald Fennell. 

Marcin Telega 

fot. materiały promocyjne „Saltburn”