International Festival
of Independent Cinema

26.04 – 05.05.2024, Kraków

Na krawędzi świata | recenzja „Królowie świata”

Film „Królowie świata” w reżyserii Laury Mora Ortega, jest poruszającą opowieścią o młodych chłopakach, szukających swojego miejsca na świecie. Ujmująca za serce historia niezrozumianych, porzuconych młodych Kolumbijczyków. Trzymająca w napięciu od pierwszych minut do samego końca seansu. Niesamowite widoki towarzyszące podróży młodych mężczyzn zapierają dech w piersiach i nadają całemu filmowi aurę innego świata.

Rá, Culebro, Sere, Winny i Nano, piątka chłopców mieszkających na ulicy dowiaduje się o ziemi, którą jeden z nich odziedziczył w spadku po babci. Kawałek terenu, oddalony wiele kilometrów od ich aktualnego położenia staje się dla nich ziemią obiecaną, nadzieją na stworzenie dla siebie nowego domu, gdzie w końcu nikt nie będzie nimi pomiatał, gdzie w końcu poczują się, jakby gdzieś przynależeli. Z pustymi kieszeniami i sercami pełnymi nadziei opuszczają zamieszkiwane miasto i udają się w podróż życia.

Początek wyprawy jest dla nich katartyczny, mogą opuścić duszące ich miasto i odetchnąć nowym powietrzem, powietrzem wolności i nadziei na lepsze jutro. Odkrywają piękne krajobrazy, pola pełne bydła, przez przypadek, głodni i zmęczeni kilkudniową podróżą trafiają do odosobnionego domu uciech. W oddalonym od cywilizacji budynku pracują starsze panie, chłopcy są niezmiernie szczęśliwi, mogąc zatrzymać się na chwilę i odetchnąć w bezpieczeństwie czterech ścian. Piękna scena, gdzie tańczą oni z paniami, pokazuje, jak spragnieni są oni matczynego ciepła, uścisku, jakiegokolwiek gestu afekcji.

Szczęśliwi i najedzeni opuszczają dom uciech, jednak ich sielanka nie trwa długo. Pod wpływem momentu zażywają narkotyk i siedząc nad przepaścią myślą o swoich marzeniach, każde z nich pokazuje, jak zostali oni skrzywdzeni przez życie, przez ludzi. W pewnym momencie jeden z nich zauważa białego konia, symbol słońca i światła, symbol nadziei na lepsze jutro. Ta piękna, lecz smutna scena zostaje nagle przerwana przez porywaczy, którzy zabierają ich, a potem zabijają jednego chłopca. Na szczęście reszcie udaje się uciec. Przez te wszystkie wydarzenia między chłopcami dochodzi do kłótni i jeden z nich ukradkiem opuszcza resztę, kradnąc ich jedzenie. Niedługo potem jednak wszyscy spotykają się u pustelnika żyjącego w lesie, który udzielił schronienia każdemu z nich. Kontynuują swoją podróż razem, zakopując topór wojenny.

Kiedy płyną rzeką, jeden z nich znowu dostrzega omen- białego konia. W świetle poprzednich wydarzeń wydaje się on być, mimo swojego pierwotnego znaczenia, zapowiedzią śmierci. Kolejne wydarzenia, wskazują, że tym właśnie jest. Między chłopakami znowu dochodzi do bójki, tylko tym razem ma ona skutek śmiertelny, i mimo że był to niefortunny wypadek, a niezamierzone morderstwo, odciska to kolejne piętno na zmęczonych już sercach młodych ludzi.

Gdyby nieszczęść było za mało, ziemia, którą Rá dostał w spadku, okazuje się nie być jego, a do odzyskania jej całkowicie potrzebne jest wytoczenie kolejnego procesu, który może trwać lata. Podminowani młodzi ludzie postanawiają nie stosować się do poleceń urzędu i odnaleźć, a potem zamieszkać ziemię, która im się należy.

Po wielu traumach i długiej, wyczerpującej podróży, w końcu trafiają do swojej ziemi obiecanej. Szczęście, które ich wypełnia, zmywa wszystkie smutki na drugi plan. Tutaj mogą zacząć nowe życie, mogą żyć na swoich zasadach. Jednak ich szczęście nie trwa długo, po momentach euforii cała trójka odpoczywa, i kiedy tak leżą, usatysfakcjonowani pojawia się biały koń. Niedługo potem młodzieńcy zostają zabici przez pracowników kopalni złota, którzy uważają, że mają prawo do tej ziemi.

Poruszająca historia o odnalezionej rodzinie, bo kiedy więzy krwi zawodzą, to więzi utworzone przez nas samych pozostają najmocniejsze. Opowieść nie tylko o dążeniu do ziemi obiecanej, nie tylko o szukaniu miejsca dla siebie, ale też o samych ludziach, ludziach, którymi bohaterowie się otaczali, o ich więzi. Historia rodziny, którą dla siebie stworzyli.

Melancholijny film i smutne zakończenie, ale czy na pewno? Biały koń może i był w tym przypadku omenem śmierci, ale również uwalniał młodych mężczyzn od świata doczesnego, świata, w którym nie zaznali nic poza bólem i cierpieniem. Śmierć przyniosła im światło, nową drogę i ulgę. I tak jak we śnie Rá, kiedy wszyscy ludzie zasną i zostaną tylko oni sami, będą oni królami własnego losu, królami własnego świata.

Aleksandra Gąsior