International Festival
of Independent Cinema

26.04 – 05.05.2024, Kraków

Jak zostać najsłynniejszym Janem Pawłem w historii Polski, a przynajmniej w 1670 roku?

Siedemnastowieczny paradokument prześmiewczo traktujący wszystko czego się „tyka”. Współtworzone przez Jakuba Rużyłło, Macieja Buchwalda i Kordiana Kądzielę dzieło, które miało swoją premierę pod skrzydłami Netflixa zdaje się utrzymywać jako temat dyskusji nawet dwa tygodnie po premierze. Każdy kto ma do tego przestrzeń czy też platformę zdołał już dorzucić swoje trzy grosze do debaty na temat „1670”. 

Ten paradokumentalny i przepełniony satyrą serial nie bez przyczyny brany jest na języki. Poza tym, że jest to bardzo dobrze zrealizowany od strony technicznej serial z wykorzystaniem środków i możliwości Akson Studio i Netflixa, jest też to komentarz bez ceregieli odnoszący się do współczesności. Poza oczywistymi i wskakującymi na pierwszy plan „zagrywkami” sarkastycznymi takie jak imię i nazwisko głównego bohatera czy szereg polskich stereotypów tworzących charakterologiczny układ niemalże wszystkich bohaterów, mamy do czynienia z czymś głębszym, a przede wszystkim ciekawszym niż na pierwszy rzut oka. Nie razi mnie w żadnym wypadku szereg niezgodności historycznych, na które co niemalże wszyscy komentujący ten serial zwracają uwagę. Nie są one w najmniejszym stopniu istotne do czerpania przyjemności z seansu „1670”. Prawie każdy żart, mówiąc kolokwialnie „siada”, a humor sytuacyjny, będący niekiedy autoironiczny dla samej formy takich żartów jest (mogłoby się wydawać po paru odcinkach) nierozłącznym elementem serialu. 

Z założenia taka produkcja nie powinna być traktowana poważnie, bo przecież większość elementów, czy to przytoczonych w tym tekście, czy też nieuwzględnionych, a równie ważnych dla konstrukcji „suchych” żartów i sarkastycznych odniesień, dbają o nasz humor. Niemniej jednak, nie da się przejść nieobojętnie obok poruszanych „większych problemów”. Czy to dotyczących struktury społecznej Polski i wszelakich przywar jej obywateli, czy też obok uniwersalnych już kwestii dotyczących równości, ochrony środowiska, praw kobiet, tolerancji religijnej, polityki czy poprawności. Skumulowanie poruszanych tematów daje wrażenie relatywności serialu, a przecież wszystko „dzieje się” w drugiej połowie XVII wieku. 

Nie brakuje złośliwości sąsiedzkich niczym z filmu „Sami Swoi” Chęcińskiego i Mularczyka, a także wielu innych easter-eggów i nawiązań do historii Polski, dzieł kultury i tradycji. Serial mimo zagłębiania się w „poważniejsze” tematy nigdy nie traktuje treści, jak i widza w sposób rzeczywiście poważny. Lekkość w przekazie pozwala na dość swobodną przyswajalność, a przywiązanie do szczegółów i znakomita praca kamery pozwala myśleć, że każda scena to barokowy obraz. 

W ambitnej misji zostania najsłynniejszym Janem Pawłem w historii Polski, Bartłomiejowi Topie towarzyszą Katarzyna Herman (jako jego żona, Zofia), Dobromir Dymecki (brat Bogdan), trójka ukochanych dzieci granych przez Martynę Byczkowską (Aniela), Michała Sikorskiego (Jakub) i Michała Balickiego (Stanisław). Odwiecznego rywala Andrzeja gra Andrzej Kłak, zaś Kiryl Pietruczuk wciela się w rolę litewskiego chłopa Macieja. Poza „głównymi” bohaterami serial oferuje bardzo dobrze odegrane role trzecio- i dalszoplanowe. 

Do napisania scenariusza „1670” Jakuba Rużyłło zainspirowała lektura książki „Fantomowe ciało króla: Peryferyjne zmagania z nowoczesną formą” autorstwa Jana Sowy. Choć dzieło to jest mniej znane to niewątpliwie utwierdza w przekonaniu, że twórcy zasięgnęli licznych motywów literackich i kulturowych, a ich praca jest godna podziwu.

„1670” parafrazując anglojęzycznych filmoznawców to zdecydowanie „good watch”. Dla fanów „The Office” (USA, UK, PL), „Parks and Recreations”, „Trailer Park Boys” czy też „Cunk on Earth”, to warta polecenia produkcja. Jednakże przez swoją uniwersalność i mimo wszystko jak na polskie warunki nietuzinkowość to coś dla każdego z dostępem do Netflixa.

Marcin Telega

fot. materiały promocyjne „1670”