International Festival
of Independent Cinema

26.04 – 05.05.2024, Kraków

Jak Sandra to zrobiła? | recenzja „Anatomii upadku”

23 lutego 2024 roku w Polsce premierę będzie miał jeden z najlepszych tytułów w obecnym sezonie filmowym. Poza licznymi głosami zachwytu wśród widowni i krytyków, film zbiera również najwyższe laury w świecie kina. Złota Palma za najlepszy film podczas Festiwalu w Cannes w 2023 roku to tylko początek zaszczytnych wyróżnień dla filmu Justine Triet. Podczas gali rozdania nagród BAFTA z siedmiu nominacji dwie trafiły do w ręce twórców – Najlepszy film dramatyczny i Najlepsza rola kobieca w dramacie. Pięć statuetek Europejskiej Akademii Filmowej i pięć nominacji do Oscarów to kolejne z wielu wyróżnień.

Idąc na seans do kina niełatwo jest odrzucić tych wszystkich informacji określających film w kategorii arcydzieła filmowego, niełatwo też wyzbyć się narastających oczekiwań wobec francuskiej produkcji. „Anatomia upadku”, a w zasadzie „Anatomie d’une chute”, nie zawodzi. Większość akcji filmu odbywa się na sali sądowej, a kluczowym wątkiem fabularnym jest niesamowicie rozbudowane postępowanie sądowe i gęsta niczym mgła próba osądzenia głównej bohaterki. W roli „oskarżonej” Sandry występuje Sandra Hüller, która w tym roku również za rolę w „Strefie interesów” zbiera zasłużone laury. Wraz ze swoim mężem – Samuelem (Samuel Theis) i synem Danielem (Milo Machado Graner), mieszkają w malowniczym rejonie francuskich Alp, w przepięknym domku.

Film Justine Triet ma niesamowicie dobrze zbudowaną strukturę scenariuszową. Początkowo dostajemy ułamki „prawdy”, które jak promienie słońca przebijające się przez okno budują w nas zarys historii małżeńskiej Samuela i Sandry. Gdy dochodzi do tytułowego upadku, główną i jedyną podejrzaną staje się Sandra i to wtedy zaczyna się „prawdziwa” akcja filmu. Jej obrońcą zostaje Vincent (Swann Arlaud), który wraz z prokuratorem (Antoine Reinartz) toczą brutalną batalię o przedstawienie każdego jednego „faktu” na swoją korzyść. Film genialnie przeplata sceny z małżeńskiego życia oskarżonej i zmarłego z kolejnymi zeznaniami świadków, ekspertyzami sądowymi czy wizją lokalną.

„Anatomia upadku” nigdy nie daje odpocząć, cały czas zwiększając tempo i skalę emocji wywoływanych wskutek wydarzeń na ekranie. Sama scena kłótni pary, która potajemnie nagrana przez Samuela staje się materiałem dowodowym w sprawie, została arcymistrzowsko zagrana, szczególnie przez Sandrę Hüller. Okazane przez nich uczucia, obawy, wyrzuty i urazy z przeszłości i narastający chroniczny ból, przedzierają się przez ekran i roznoszą po całej sali kinowej. Film przełamuje barierę emocjonalną po raz kolejny, gdy rozpoczyna się przesłuchanie niewidomego Daniela. Okazuje się, że tylko jego zeznania mogą w stanie rozwiązać zagadkę śmierci jego rodzica. To on jest tym, który znalazł ciało, on słyszał większość wydarzeń z dnia „wypadku” i to on ostatecznie będzie musiał podjąć decyzję o tym, co zeznać i jaki będzie niósł się za tym skutek.

Symbolika postaci Daniela, jak i wielu innych elementów filmu to niesamowicie mocna strona tego wielowątkowego thrillera. Wybitnie ukazane są; publiczny ostracyzm Niemki – Sandry, która nie dość, że jest kobietą, to dodatkowo „obcą” dla mieszkańców francuskiego miasteczka czy też zachowania świadków w trakcie zeznań. Stonowana ilość niedopowiedzeń i niejasności tylko ciągnie za sobą wielki głaz emocjonalny, który tylko sunie, aby przeciążyć widownię w kinie. Jednakże idealna kontrola wydarzeń na ekranie przez zespół tworzący „Anatomię upadku” nie pozwala na luki scenariuszowe czy też niecelowe nieścisłości.

Im więcej pytań zadaje świadkom i oskarżonej prokurator, tym więcej wątpliwości pojawia się w głowach widzów, którzy mimo usilnych prób nie będą w stanie przewidzieć, jak rozwiąże się zagadka śmierci Samuela. Historia w „Anatomii upadku” opowiadana jest z niesamowicie mroźnym, wręcz arktycznym dystansem. Skutkuje to taką samą ilością wątpliwości, jak i przypuszczeń co do końcowego werdyktu sądowego. Najważniejszym jednak jest to, że film nie trzyma w napięciu tylko i wyłącznie przez potrzebę dojścia do sedna, ale przede wszystkim dlatego, że każda jedna postać zaangażowana w wydarzenia emanuje niezwykłym człowieczeństwem. Gra aktorska wszystkich postaci od pierwszego planu po dalekie tło jest godna podziwu, przeplatana subtelnymi i niezwykle charyzmatycznymi rolami.

Genialne ukazanie rozmycia prawdy i nieistotności faktu w kontekście jego zmanipulowanego obrazu oraz wybitna rola Sandry Hüller to dwa z wielu licznych powodów, dla których „Anatomia upadku” powinna rozpatrywana być w kategoriach najwyższych. Najistotniejsze nie jest to co się stało, tylko jak o tym potrafimy opowiedzieć. A Sandra Hüller wraz z Justine Triet zrobiły to po mistrzowsku.

Marcin Telega

fot. materiały promocyjne „Anatomia upadku”