International Festival
of Independent Cinema

26.04 – 05.05.2024, Kraków

Co dalej z Myszką Miki?

1 stycznia każdego roku obchodzimy Dzień Domeny Publicznej. Wtedy też publikowana jest zaktualizowana lista utworów, z których każdy twórca może już korzystać do woli. Tym razem w puli czekała prawdziwa bomba, bo padło na Myszkę Miki. Na pojawienie się pierwszych kuriozalnych produkcji z udziałem disnejowskiego symbolu nie musieliśmy długo czekać.

Fabuła „Mickey’s Mouse Trap” jest prosta, jak to w slasherach bywa: Alex podczas swoich 21. urodzin ma nocną zmianę w pracy w parku rozrywki. Jej przyjaciele postanawiają ją odwiedzić i tym samym zrobić solenizantce niespodziankę. Największą niespodzianką dla wszystkich będzie jednak pojawienie się seryjnego mordercy w masce Myszki Miki. Film do kin powinien trafić w marcu. Jego reżyserem jest Jamie Bailey, który ma na koncie już inne horrory – „Once Upon a Christmas” (2017) oraz „The Nights Before Christmas” (2019).

Na tym nie koniec, zapowiedziano bowiem następną produkcję inspirowaną wizerunkiem słynnej myszki. Za kamerą ma stanąć Steven LaMorte, który zdążył już uraczyć fanów miernych slasherów tytułem „The Mean One” (2022). Jego bohaterem jest Grinch, który – jak możecie się domyślać – ma tutaj jeszcze gorsze (by nie rzec wprost: krwawe) zamiary niż w oryginalnej wersji. Nowy projekt ma ściśle odnosić się do pierwszej krótkometrażowej animacji z Mikim – „Steamboat Willie” (pol. tyt. „Willie z parowca”, 1928). „Willie z parowca” przyniósł radość pokoleniom widzów, ale pod jego wesołą fasadą kryje się potencjał na czystą grozę. To projekt, o jakim marzyłem. Nie mogę się doczekać, aż wypuszczę w świat tę pokręconą wersję ukochanej postaci – nie ukrywa ekscytacji LaMorte.

Jak to w ogóle możliwe, że ktoś spoza studia Walta Disneya może nakręcić film z wykorzystaniem wizerunku jednej z jego flagowych postaci i nie narażać się tym samym na pozwy? Wynika to z amerykańskiego prawodawstwa, wedle którego przechowywanie praw autorskich jest możliwe przez 95 lat. Przepis ten zresztą często nazywany jest “ustawą o ochronie Myszki Miki”. To rzecz jasna spore uproszczenie, jako że oprócz Disneya mnóstwo innych podmiotów jest mocno zainteresowanych wydłużaniem okresu obowiązywania praw autorskich. Przypadek Mikiego jest szczególny, bowiem „uwolnieniu” podlega wyłącznie jego wizerunek ze wspomnianej wyżej krótkometrażówki „Steamboat Willie” – a ten w pewnym stopniu różni się od tego współczesnego. Disney zatem nadal posiada prawa autorskie do myszki w kształcie, który wszyscy znamy i może pozwać każdego, kto będzie próbował nawiązywać do jej późniejszej wersji.

Miki to kolejna postać z bogatego uniwersum Walta Disneya, która niemal natychmiast po tym, jak trafiła do domeny publicznej, zaczęła być ochoczo eksploatowana przez twórców, mających dotąd związane ręce. W ubiegłym roku w podobnej sytuacji znalazł się także miś Puchatek, co zaowocowało wątpliwej jakości horrorem „Winnie The Pooh: Blood and Honey” (2023). W tej wersji historii ze Stumilowego Lasu Kubuś i Prosiaczek to żądni tytułowych substancji psychopaci, którzy zdążyli już nawet pożreć Kłapouchego. Producent i reżyser tego slashera, Rhys Frake-Waterfield, będzie zresztą brał czynny udział w powstaniu filmu grozy o… jelonku Bambim. Jak zapowiada on sam: „Bambi: The Reckoning” ma ukazywać tego rozkosznego zwierzaka jako maszynę do zabijania, która kryje się w dziczy. Mało tego – reżyser właśnie ogłosił, że latem światło dzienne ujrzy… „Pinocchio: Unstrung”. Wygląda więc na to, że niektórzy twórcy tylko czekają na „uwolnienie” kolejnych ikonicznych bohaterów od Disneya, którzy od dawna napędząją ich mroczną wyobraźnię.

Kto w 2024 roku będzie następny? Do Kubusia Puchatka wraz z 1 stycznia dołączył jego druh Tygrysek, który debiutował w „Chatce Puchatka” wydanej po raz pierwszy w 1928 roku (w Polsce – 10 lat później). Do domeny publicznej trafiły także takie utwory jak: „Na zachodzie bez zmian” E.M. Remarque’a, „Kochanek Lady Chatterley” D.H. Lawrence’a, filmy „Człowiek z kamerą” Bustera Keatona czy „Cyrk” Charliego Chaplina.

Monika Żelazko

fot. materiały promocyjne „Cudowny świat Myszki Miki”