Czas Zimmera
Pytany o to, za jaki film powinien otrzymać Oscara, Hans Zimmer z reguły wskazuje na „Cienką czerwoną linię” (1998). I chociaż statuetką Amerykańskiej Akademii Filmowej niemiecki kompozytor został uhonorowany jedynie za „Króla Lwa” (1994), to właśnie oprawa do arcydzieła Terrence’a Malicka często bywa nazywana jego opus magnum. Sztandarowy utwór owej ilustracji – „Journey to the Line” – w zmutowanej formie zawędrował natomiast do wielu późniejszych produkcji, nie tylko tych umuzycznionych przez autora oryginału.
Hans Zimmer
źródło: materiały prasowe/JVS. Group

Zimmer należy do grupy czterech wielkich kompozytorów filmowych, którzy mieli okazję współpracować z Malickiem, ale tylko on i Ennio Morricone zdołali wyjść z tej twórczej konfrontacji bez większego szwanku. Legendarny reżyser słynie bowiem z obsesyjnego przemontowywania swoich dzieł w trakcie postprodukcji. Choć diametralne zmiany koncepcji są jednym ze źródeł unikalnego stylu Malicka, zazwyczaj generują również konflikt z dostarczanym mu wcześniej przez kompozytora materiałem. Trudy współpracy z amerykańskim reżyserem boleśnie wspominał zwłaszcza James Horner, którego oprawa do „Podróży do Nowej Ziemi” (2005) w większości została zastąpiona muzyką klasyczną. Podobna sytuacja miała miejsce przy powstawaniu „Drzewa życia” (2011), gdzie swojej batuty użyczył Alexandre Desplat. 

Patrząc z tej perspektywy, Zimmer może czuć się wybrańcem samego Boga, którego Malick tak usilnie szukał kiedyś w swoich filmach. Oczywiście, niemiecki kompozytor także musiał mierzyć się z montażowymi i koncepcyjnymi perturbacjami. Jego utwory pełnią jednak ogromną rolę w ostatecznej wersji „Cienkiej czerwonej linii”, która pochyla się nad amerykańsko-japońskimi walkami o wyspę Guadalcanal z czasów II wojny światowej. Zapewne w dużej mierze wynika to z faktu, że stworzona przez niego oprawa nie posiada klasycznie funkcjonalnej konstrukcji. Zamiast skupiać się na wyraźnym komentowaniu poszczególnych wydarzeń, utwory Zimmera dopełniają kontemplacyjną naturę „Cienkiej czerwonej linii”, jeszcze bardziej wzmacniając tym samym odrębność dzieła Malicka względem kanonu kina wojennego.

W ową strategię świetnie wpisuje się „Journey to the Line”, które towarzyszy ofensywie amerykańskich oddziałów na japońskie pozycje. Wystylizowany na tykanie zegara początek utworu nakreśla jego spokojną, acz stopniowo narastającą strukturę. Na przestrzeni kolejnych kilku minut orkiestra przechodzi od szeptu w krzyk, umuzyczniając otaczającą bohaterów rzeczywistość, która podlega nieubłagalnemu upływowi czasu. Idea ta brzmi może nieco pretensjonalnie – co przyznał zresztą kiedyś sam Zimmer – ale pozostaje w zgodzie z artystyczną dewizą Malicka, niezmordowanie przypominającego człowiekowi, że jest częścią świata naturalnego. Oparte o trzynutowy motyw „Journey to the Line” w filmie działa więc perfekcyjnie i zapewne właśnie uniwersalność jego wymowy oraz neutralność brzmienia stanowiły powody, dla których z biegiem kolejnych lat chętnie po niego sięgano.



Napisana na potrzeby „Cienkiej czerwonej linii” kompozycja zaczęła być bowiem często wykorzystywana przy okazji tworzenia temp tracku – tymczasowej muzyki dodawanej do powstającego filmu jeszcze przed skomponowaniem oryginalnej oprawy przez zatrudnionego kompozytora. To powszechna w przemyśle kinematograficznym praktyka, pełniąca między innymi rolę wskazówki co do oczekiwań reżysera względem charakteru dźwiękowej ilustracji. Potrafi być jednak zmorą dla kompozytorów, którzy często stają się niewolnikami zasugerowanego brzmienia. W skrajnych przypadkach kończy się to powstaniem utworów nieco inaczej skonstruowanych, ale łudząco przypominających pierwowzory użyte na potrzeby temp tracku. Tym sposobem „Journey to the Line” z frontu wojny o Pacyfik przeniosło się na przykład w czasy wielkiego kryzysu, gdyż utwór Zimmera najpradopodobniej był muzyką tymczasową dla kulimnacyjnej sceny „Wrogów publicznych” (2009) Michaela Manna, których zilustrowaniem zajmował się Elliot Goldenthal. Skomponowany przez niego utwór odlicza w filmie ostatnie minuty życia głównego bohatera; motyw czasu został więc tutaj w pewien sposób zachowany. 



Wyjątkowo obsesyjne podejście do „Journey to the Line” prezentuje z kolei Steve McQueen. Jego rozgrywający się współcześnie „Wstyd” (2011) otwiera pamiętna sekwencja z wiodącym wątkiem jazdy metrem, w trakcie której uzależniony od seksu główny bohater wpatruje się w nieznajomą kobietę. Swoją emocjonalną intensywność początek filmu zawdzięcza oprawie muzycznej Harry’ego Escotta, ale nietrudno rozpoznać, że również tym razem temp trackiem była „Cienka czerwona linia”. Zanim jednak główny bohater wsiada do metra, w pierwszych sekundach dzieła McQueena obserwujemy, jak poranny budzik skłania go do wstania z łóżka. Również i tutaj ostał się zatem czasowy aspekt utworu Zimmera.



Przy okazji kolejnego filmu brytyjski reżyser sięgnął w końcu do kompozytorskiego źródła. Muzykę do „Zniewolonego” (2013) stworzył sam Zimmer, a napisany przez niego motyw przewodni przywołuje podobne skojarzenia z dziełem Malicka, co wcześniejszy film McQueena. Tym razem prawdopodobnym temp trackiem było jednak słynne „Time” z finału „Incepcji” (2010) Christophera Nolana, gdzie niemiecki kompozytor twórczo przetworzył „Journey to the Line”. W tym szaleństwie delikatnego kopiowania także i tym razem była metoda – kolejny raz Zimmer podjął temat przestrzeni czasu, która stanowi istotny element fabuły. I chociaż spektakularne „Time” to dzisiaj jedno z najsłynniejszych dzieł muzyki filmowej XXI wieku, wracając słuchem do przyszłości „Journey to the Line” warto pamiętać także o jego początkach. W tym przypadku sprawdza się bowiem stara jak czas prawda, że oryginał jest zawsze najlepszy.

Oskar Wanat

Hans Zimmer pojawi się w Polsce już w maju! Niemieckiego kompozytora usłyszymy w aż trzech miastach Polski:
26 V | Gdańsk, Ergo Arena
28 V | Łódź, Atlas Arena
30 V | Kraków, Tauron Arena
Setlista zapowiada się iście imponująco! Jedno jest pewne - nie zabraknie „Journey to the Line", jak i znanego z „Incpecji" jego twórczego przetworzenia („Time").