14.07.2017
Zimmer/Nolan #2: Incepcja
Fenomen stworzonej na potrzeby „Incepcji” muzyki trafnie i zwięźle podsumowuje spopularyzowana za jej sprawą onomatopeja. Słynne „BRAAAM!” szybko stało się bowiem werbalnym ekwiwalentem dla potężnych uderzeń wydobywających się z instrumentów dętych blaszanych, które stanowią znak rozpoznawczy zarówno opracowanej przez Hansa Zimmera ilustracji, jak i brawurowej kampanii reklamowej poprzedzającej premierę filmu.
Zimmer/Nolan #2: Incepcja
Kadr z filmu
źródło: materiały prasowe

Okoliczności narodzin tej sygnatury są równie zawiłe, co fabuła „Incepcji”. Po raz pierwszy publiczność zetknęła się z nią przy okazji wyprodukowanego przez zewnętrzną agencję teasera filmu, którego umuzycznieniem zajął się Mike Zarin. Niemniej na prośbę Nolana przygotowaną oprawę ostatecznie skonfrontowano z pochodzącym z „Mrocznego Rycerza” utworem „Always a Catch”, gdzie pojawia się jedna z wersji motywu Jokera. W pracach nad drugim zwiastunem maczała już palce ekipa Zimmera, a końcowy efekt jej działań – wraz z nowym wariantem „BRAAAM!” – zasilił później ilustrację samego filmu.

Choć początkowe zapowiedzi „Incepcji” rozbudzały wyobraźnię widowni, prawdziwe zamieszanie wywołał trzeci i zarazem finalny trailer filmu. Wykorzystaną w nim muzykę – ochrzczoną tytułem „Mind Heist” – skomponował Zack Hemsey, a jego wersję gwałtownego wybuchu sekcji dętej blaszanej bez wątpienia można uznać za kanoniczną, bo to przede wszystkim z nią kojarzone jest dźwiękonaśladowcze „BRAAAM!”. 

Niedługo po premierze popularnych zwiastunów stworzona przez Nolana fikcja stała się rzeczywistością, kiedy ofiarą incepcji padło Hollywood, które zaczęło maniakalnie korzystać z bliźniaczych rozwiązań na potrzeby promowania swoich produkcji. O ile więc trylogia Mrocznego Rycerza mocno wpłynęła na sposób ilustrowania współczesnych blockbusterów, o tyle muzyczna sygnatura „Incepcji” stała się wyraźnym punktem odniesienia przy konstruowaniu ich trailerów.

 

W przypadku filmowej oprawy Zimmera eksplozje puzonów, tub i waltorni dają o sobie znać już w pierwszych sekundach seansu. Krótkiej czołówce dzieła Nolana towarzyszą dwa powracające później motywy, których współbrzmienie przywodzi na myśl schemat oddechów wydawanych przez chrapiącego człowieka. Należy do nich właśnie jedna z Zimmerowskich odmian „BRAAAM!”, ściśle powiązana z wykorzystanym w fabule filmu szlagierem Édith Piaf. „Non, je ne regrette rien” od samego początku miało swoje miejsce w scenariuszu „Incpecji” jako utwór, przy pomocy którego bohaterowie sygnalizują towarzyszom nadejście momentu wybudzenia ze świata snu. Za sprawą słów oraz tytułu piosenka Piaf komentuje też poczucie winy nękające postać Cobba.

Pieczę nad filmowym wykorzystaniem „Non, je ne regrette rien” Nolan powierzył nie dźwiękowcom, a swojemu kompozytorowi, który dopasował dawny przebój do zasad rządzących światem przedstawionym, gdzie dla bohaterów przemierzających sny czas płynie wolniej niż na jawie. W związku z tym Zimmer przekształcił pierwsze takty utworu, a efektem jego zabiegu jest majestatyczne „BRAAAM!” rozlegające się zawsze wtedy, gdy w rzeczywistym świecie śniącej osobie puszczona zostaje piosenka Piaf. Otwarcie „Non, je ne regrette rien” i jego zmutowana repryza powracają ostatni raz przy okazji napisów końcowych filmu, dając widowni sygnał, że zbliża się moment wyjścia z kinematograficznego letargu, co buduje ładną klamrę z początkowym zapadnięciem w sen. Francuski przebój funkcjonuje więc nie tylko w kontekście fabuły, ale także jako element ujednolicający narrację. Takie potraktowanie roli muzyki to częsty zabieg, jeśli chodzi o filmy rozgrywające się na wielu płaszczyznach fabularnych.

Bardziej klasycznym przykładem ilustracji próbującej oswoić widza z rozczłonkowaną narracją jest zawarty w utworze „Dream is Collapsing” temat akcji, który towarzyszy najbardziej gorączkowym momentom eksploracji świata snów. Jego druga połowa podporządkowuje się uderzeniom kolejnej odmiany „BRAAAM!”, przypominającej jednak wersję zbudowaną w oparciu o takty z piosenki Piaf. Najciekawszy element motywu stanowi niezwykle dynamiczny fragment z pierwszoplanowymi partiami smyczków, które brzmią tak, jakby uciekały przed uchem słuchacza i równocześnie rozpadały się z każdą kolejną sekundą. Wybitnie sprawdza się to w roli filmowej ilustracji, kiedy w początkowych minutach filmu rzeczywistość snu dosłownie burzy się na oczach głównego bohatera.



Na przeciwległym biegunie muzycznym sytuuje się wspaniały temat zaklętej w bolesnych wspomnieniach, utraconej bezpowrotnie miłości, któremu poświęcony został utwór „Old Souls”. Łatwo wychwycić jego główną melodię – wygrywaną przez fortepian, smyczki lub gitarę elektryczną – choć to zaledwie ułamek całej struktury. Owiany aurą tajemnicy lejtmotyw jest bowiem doskonałym przykładem na to, jak mocno kompozycja Zimmera opiera się na wszelkiego rodzaju elektronicznych transformacjach i dźwiękowych pejzażach, opracowanych przy udziale znanego już za sprawą trylogii Mrocznego Rycerza Mela Wessona. Muzyka z „Incepcji” stanowi zresztą wyraźne przedłużenie stylistyki powołanej do życia na potrzeby Nolanowskich Batmanów i próbuje wtopić się w świat przedstawiony, którego istotnym elementem jest złudne poczucie realności, w jakim pogrąża się śniąca osoba. Wobec tego również oprawa Zimmera tonie często w oparach ambientowej mgiełki wytwarzającej oniryczną atmosferę. „Old Souls” roztacza wokół siebie także retro klimat, przywodzący na myśl syntetyczne brzmienie „Łowcy androidów” (1982) i innych kompozycji Vangelisa. Niewyjaśnioną do dzisiaj zagadką pozostaje natomiast ponoć przypadkowe, ale uderzające podobieństwo miłosnego tematu Zimmera do utworu napisanego przez Davida Arnolda do Bondowskiego „Quantum of Solace” (2008). 

Motyw z „Old Souls”, podobnie zresztą jak i cała oprawa muzyczna, od czasu do czasu zyskuje dodatkowy kolor dzięki gitarowym solówkom Johnny’ego Marra, jednego z ojców-założycieli zespołu The Smiths. Często ich rola ogranicza się do wspomagania fragmentów ekspozycji, które tłumaczą widowni reguły rządzące światem przedstawionym lub prowadzą do zawiązania intrygi. Wprawdzie niekiedy gitara elektryczna Marra wychodzi na pierwszy plan, chociażby na początku „Dream is Collapsing”, przede wszystkim jednak doskonale wplata się w muzyczną paletę ilustracji Zimmera, stając się jedną z jej fundamentalnych i najbardziej pamiętnych barw. Przykładem niech będzie drugi z tematów akcji, zaprezentowany w niezwykle żywiołowej „Mombasie”, gdzie gitara elektryczna wchodzi w symbiotyczny dialog z dominującą perkusją.

Solówki Marra zaznaczają swoją obecność również w słynnym „Time”, które nie tylko z rozmachem wieńczy film, lecz funkcjonuje także jako kulminacja pierwszego z zaprezentowanych w czołówce motywów. Nie licząc napisów końcowych, seans otwierają i zamykają bliźniacze uderzenia w fortepian, więc obecna w „Incepcji” muzyka – podobnie jak sama fabuła – zatacza koło. W trakcie seansu motyw z „Time” funkcjonuje jako dopełnienie tematu miłosnego z „Old Souls”. Z reguły towarzyszy wątkowi egzystencjalnego zagubienia, w jakie z powodu zatracenia poczucia rzeczywistości wpada najpierw żona głównego bohatera, a później także on sam. Można więc potraktować go jako ilustracyjny odpowiednik ikonicznego totemu Cobba – wirującego bączka, który pomaga odróżnić sen od jawy. Będące ukoronowaniem tego motywu „Time” plasuje się w ścisłej czołówce najpopularniejszych utworów muzyki filmowej obecnego tysiąclecia, niemniej warto pamiętać także o jego pierwowzorze. Ilustracja finału „Incepcji” jest bowiem bardzo efektownym przetworzeniem być może najwybitniejszej kompozycji w karierze Zimmera, czyli „Journey to the Line” z „Cienkiej czerwonej linii” (więcej na ten temat przeczytać możesz tutaj). 



Jeśli szukać czynnika, który zdecydowanie wyróżnia duet Zimmera i Nolana spośród innych, byłyby nim nie tyle owoce ich współpracy, co bardziej sam jej przebieg. Przy okazji „Incepcji” kompozytor pisał swoją muzykę opierając się tylko na lekturze scenariusza, licznych rozmowach z reżyserem i wizytach na planie zdjęciowym. Nolan nie pokazał mu natomiast zmontowanego filmu, by nie ograniczać jego wyobraźni precyzyjną narracją gotowych scen. Ilustracja „Incepcji” jest więc w dużej mierze impresją kompozytora na temat abstrakcyjnej, nieurzeczywistnionej jeszcze w pełni wizji reżysera. Kiedy Zimmer dostarczył suity składające się na jego muzyczną interpretację realizowanego filmu, ich fragmenty zostały dopasowane do stosownych momentów. Dopiero wtedy kompozytor zobaczył dzieło Nolana po raz pierwszy, a później pracował wraz z nim nad ostatecznym kształtem ilustracji.

Oczywiście nie oznacza to, że oprawa „Incepcji” jest zupełnie oderwana od narracji filmu. Łatwo usłyszeć w niej jednak częsty brak punktów synchronizacji obrazu i muzyki, które wynikałyby z reakcji na konkretne cięcia montażowe lub gwałtowne zmiany w przebiegu akcji. Niemniej akurat w przypadku wyśnionej przez Nolana produkcji to zaleta, bo pomaga we wspomnianym już spinaniu wątków w jednolitą dramaturgicznie całość. Brak kontaktu Zimmera z wersją montażową filmu zapewne wpłynął także na to, że jego oprawa mocno skupia się na kreowaniu odpowiedniej atmosfery. Z tego powodu oprawa „Incepcji” w pozaekranowym odbiorze czasami może wydawać się nieco monotonna i powtarzalna. Zawarte w niej motywy oraz powracające struktury w większości są bowiem dosyć zwięzłe i nie ulegają znaczącemu rozbudowaniu. Choć zjawisko to można wytłumaczyć ogólną tendencją widoczną w twórczości Zimmera, bez wątpienia przyczynia się do tego także sposób jego współpracy z Nolanem. Skoro kompozytor nie widział gotowego filmu, przygotowywane przez niego tematy i ich wariacje musiały być tak skonstruowane, by nie było później problemu z ich swobodnym przemieszczaniem w procesie faktycznego ilustrowania „Incepcji”, co niekoniecznie sprzyja ciągłości muzycznej narracji. Stanowi to polaryzujący element współpracy Zimmera i Nolana, który uwidocznił się już przy okazji „Batmana – Początku”. W oryginalnych projektach reżysera przyjęta przez nich strategia świetnie sprawdza się jednak tam, gdzie powinna, czyli podczas kinowego seansu – zarówno w przypadku „Incepcji”, jak i całkowicie odmiennego na poziomie instrumentacji, ale podążającego tą samą drogą „Interstellar”.

Oskar Wanat

Chcesz dowiedzieć się więcej o współpracy Hansa Zimmera i Christophera Nolana? Przeczytaj o soundtracku tworzonym do trylogii Mrocznego Rycerza - kliknij TUTAJ.