06.07.2017
ZIMMER/NOLAN #1: Trylogia Mrocznego Rycerza
Nim dopłyną do nas melodie zalewające pokład „Dunkierki” (2017) Christophera Nolana, warto przyjrzeć się wcześniejszym efektom jego współpracy z Hansem Zimmerem. W przeciągu ostatnich kilku lat powołany przez nich do życia duet błyskawicznie wyrósł na jeden z najpopularniejszych przykładów reżysersko-kompozytorskiej symbiozy. Początki owego tandemu, sięgające ikonicznej dziś trylogii Mrocznego Rycerza, były jednak dosyć nietypowe, bo oparte o efekty działań twórczego tercetu.
ZIMMER/NOLAN #1: Trylogia Mrocznego Rycerza
Kadr z filmu "Mroczny Rycerz"
źródło: materiały prasowe

Kiedy Zimmer dołączył do ekipy „Batmana – Początku” (2005), postanowił zaprosić do współpracy zaprzyjaźnionego Jamesa Newtona Howarda, znanego wtedy przede wszystkim ze znakomitych ilustracji do filmów M. Night Shyamalana. Oprawą muzyczną jednej produkcji z własnej woli zajęło się więc dwóch pierwszoligowych kompozytorów, co w Hollywood właściwie się nie zdarza. Jeszcze bardziej podsycało to ogromne oczekiwania, wynikające między innymi z dziedzictwa, jakie pozostawiły wcześniejsze występy człowieka-nietoperza na wielkim ekranie.

Chcąc nie chcąc, Zimmer i Howard byli skazani na porównania z genialnymi ilustracjami Danny’ego Elfmana do „Batmana” (1989) oraz „Powrotu Batmana” (1992) Tima Burtona, których majestatyczny motyw przewodni to obecnie jedno z kanonicznych dzieł muzyki filmowej. Na dłuższą metę tego typu zestawienia, z reguły krytyczne wobec nowszej interpretacji, trzeba przefiltrować przez fundamentalne różnice obecne w samym podejściu kolejnych reżyserów do postaci Bruce’a Wayne’a i jego superbohaterskiego alter ego. Nolan odciął się bowiem zarówno od gotyckiej, skąpanej w makabresce wizji Burtona, jak i kiczowatej formuły zaprezentowanej w niesławnych Batmanach Joela Schumachera z drugiej połowy lat 90.

Kształt trylogii Mrocznego Rycerza wyznacza Nolanowski realizm – estetyczny wytrych, który próbuje osadzić postać człowieka-nietoperza w wiarygodnym środowisku, możliwie jak najbardziej przypominającym świat rzeczywisty. Z superbohaterskiego nieba Batman został zatem sprowadzony do ziemskiego parteru, co wpłynęło także na kształt muzyki Zimmera i Howarda. Zamiast dominować nad światem przedstawionym – koncentrującym się przede wszystkim na dekadenckim mieście Gotham – próbuje stać się jego integralną częścią. W efekcie powstało swego rodzaju soniczne środowisko, które narusza wyraźną zazwyczaj granicę pomiędzy muzyką ilustracyjną, a resztą elementów oprawy dźwiękowej. Doskonałym przykładem tej strategii jest imitacja odgłosu trzepotu potężnych skrzydeł, opracowana przez stale współpracującego z Zimmerem sound designera – Mela Wessona. Charakterystyczny dźwięk nie tylko otwiera kolejne części trylogii, ale pojawia się również na przestrzeni każdej z nich, często jako pełnoprawny element muzycznej ilustracji.



Skoro kompozycję Zimmera i Howarda wypompowano prosto z gnijącego serca Gotham, nie powinien dziwić ponury nastrój, jaki konsekwentnie wywołuje. Oprawa „Batmana – Początku” opiera się nie tyle na rozbudowanej melodyce, co właśnie na specyficznym brzmieniu – mrocznym, brudnym i jakby zanurzonym w błocie, po części osiągniętym dzięki intensywnemu zmiksowaniu żywej orkiestry z elektroniką. Podporządkowuje się temu nawet kontrowersyjny za sprawą maksymalnej prostoty motyw przewodni całej trylogii, złożony z zaledwie dwóch nut i wygrywany zazwyczaj przez posępnie zawodzące waltornie. Skromny temat Mrocznego Rycerza brzmi jak niedokończony wstęp do właściwej reprezentacji muzycznej Batmana, co koresponduje ze statusem samej postaci w trylogii Nolana – ciągle targanej wątpliwościami i nie do końca uformowanej, a przede wszystkim odartej ze swojego (super)heroizmu, bo przepełnionej ludzkimi słabościami. Wyjątek stanowi najbardziej spektakularna aranżacja motywu, która pojawia się, gdy Bruce Wayne odkrywa jaskinię pełną nietoperzy, a więc wraz z narodzinami idei Batmana. 

Chociaż dwunutowa reprezentacja Mrocznego Rycerza nie uległa znaczącemu rozwinięciu wraz z kolejnymi częściami, na potrzeby finałowej odsłony trylogii doczekała się zupełnie odmiennej orkiestracji, brzmiącej w nowej wersji niczym przytłumione echo oryginału, co oczywiście ma swoje źródło w sytuacji fabularnej, gdyż z początku „Mroczny Rycerz powstaje” (2012) przedstawia swojego tytułowego bohatera jako mit przynależny przeszłości.

O wiele większego rozbudowania doczekała się muzyka akcji poświęcona działaniom człowieka-nietoperza, którą – przez wzgląd na skromność dwunutowego motywu przewodniego – można traktować jako ilustracyjną wizytówkę trylogii, mimo że jeden z jej elementów posiada swój wyraźny pierwowzór we wcześniejszej twórczości Zimmera. Bodaj najbardziej reprezentacyjnym, a już z pewnością najatrakcyjniejszym utworem skomponowanym na potrzeby „Batmana – Początku” jest „Molossus”, towarzyszący sekwencji pościgu policyjnego za tumblerem. Można w nim usłyszeć chyba wszystkie motywy akcji powiązane z działaniami głównego bohatera, jego dwunutowy temat wygrywany przez waltornie oraz wspomnianą imitację trzepotu skrzydeł, aczkolwiek osiąganą tutaj także przy użyciu instrumentów.



Choć przy okazji „Batmana – Początku” obaj kompozytorzy pracowali wspólnie nad całym materiałem, łatwo usłyszeć, że większy wkład w muzykę akcji miał Zimmer. Jego styl wyznaczył zresztą również ton reszty oprawy. Największego śladu obecności Howarda można się doszukać w lirycznym temacie, który mocno kontrastuje z materiałem poświęconym Batmanowi i skupia się na emocjonalnym życiu Bruce’a Wayne’a, dzięki czemu wypracowany został muzyczny ekwiwalent dualistycznej natury tej postaci. Oparty o delikatne partie fortepianu oraz dramatyczne pociągnięcia smyczków motyw towarzyszy zarówno wątkowi miłosnemu, jak i scenom powiązanym z tragiczną historią rodzinną głównego bohatera.

W przypadku „Mrocznego Rycerza” (2008) - środkowej i najsłynniejszej części trylogii – kompozytorzy znów tworzyli materiał zespołowo, choć podzielili między sobą zadanie muzycznego opracowania dwóch nowych postaci. Upadkiem Harveya Denta zajął się Howard, natomiast z nieokiełznanym Jokerem zmierzył się Zimmer, który opatrzył pamiętną rolę Heatha Ledgera motywem jeszcze bardziej surowym niż dwunutowy temat Batmana. Gdy wiecznie uśmiechnięty przeciwnik Mrocznego Rycerza pojawia się na ekranie, często towarzyszy mu akompaniament ufundowany na drażniących dźwiękach wydobywających się z prowadzonej ręką Martina Tillmana wiolonczeli elektrycznej. Z czasem dołączają do niej gitary elektryczne, by następnie wspólnie dążyć do charakterystycznego rozładowania zbudowanego napięcia, podkreślającego w filmie dialogowe puenty Jokera. Umyślnie nieprzyjemny dla ucha motyw, w pełnej krasie zaprezentowany w kilkuminutowym utworze „Why So Serious?”, nie należy może do najłatwiejszych w odbiorze, ale w efektowny sposób dodaje jeszcze większego kolorytu anarchistycznym dążeniom karcianego złoczyńcy, tworząc coś na kszałt coraz bardziej natężonego wycia syreny, która – podobnie jak przypisany jej antybohater – zakłóca ułudę społecznego ładu panującego w Gotham City.


Również przy okazji finałowej części trylogii największą muzyczną atrakcją okazał się temat poświęcony czarnemu charakterowi. Tym razem nad ilustracją pracował już tylko Zimmer, za sprawą powstałej w międzyczasie „Incepcji” (2010) ostatecznie namaszczony do roli nadwornego kompozytora Nolana. Jego pomysłem na akompaniament dla muskularnej, masywnej postaci Bane’a było stworzenie prymitywnej pieśni opartej o wyjęte ze scenariusza słowa „deshi basara” („powstań”), które jako skandowany przez więźniów okrzyk motywacyjny pełnią istotną rolę w fabule. Zanim „Mroczny Rycerz powstaje” trafił do kin, Zimmer zorganizował akcję internetową, zachęcającą fanów z całego świata do przesłania własnej interpretacji dwuwyrazowego sloganu. Otrzymane próbki zostały następnie przetworzone i w ten sposób narodził się fundament tematu Bane’a, który w filmie najsilniej zaprezentowany zostaje już w prologu, zilustrowanym utworem „Gotham’s Reckoning”. 



Trudno jednoznacznie ocenić oprawę napisaną na potrzeby Nolanowskiej trylogii, która bez wątpienia należy do najpopularniejszych przedsięwzięć muzycznofilmowych XXI wieku. Po lekturze wywiadów udzielonych przez Zimmera i Howarda w okolicach premiery „Mrocznego Rycerza” można także dojść do wniosku, że w 2008 roku kompozytorzy dokonali w swojej dziedzinie artystycznej rewolucji. Nic takiego nie miało jednak miejsca. Potężna promocja drugiej i trzeciej części trylogii, widoczna zwłaszcza w wykonaniu Zimmera – niekwestionowanego mistrza rozbuchanej autoreklamy – to temat-rzeka zasługujący na osobną rozprawę. Wielkie idee głoszone przez niego w wywiadach nie do końca przekładają się jednak na jakość samej oprawy muzycznej. Dyskusyjne pozostaje także wyeksponowanie skomponowanej ilustracji w filmach – o ile trudno zarzucić coś pod tym względem pierwszej części, o tyle kolejne przynoszą rozczarowanie, a dwie najciekawsze koncepcje – te dotyczące Jokera i Bane’a – zostają w nich nieco zmarnowane. Oddzielną kwestią jest również ogromny wpływ, jaki na muzykę pisaną do wysokobudżetowych produkcji wywarły rozwiązania zastosowane w „Batmanie – Początku”. Jeśli szukać bezpośredniej przyczyny ich coraz większej unifikacji, należy się cofnąć właśnie do 2005 roku.

Z drugiej strony, nie sposób zaprzeczyć, że Zimmerowi i Howardowi udało się wypracować charakterystyczne brzmienie, które może nie satysfakcjonuje jako przemyślana w całości struktura, ale przy pomocy atrakcyjnych w swej prostocie głównych motywów reprezentuje trylogię Mrocznego Rycerza równie przekonująco, co rozświetlający mroki Gotham City Bat-sygnał.

Oskar Wanat

Tekst jest częścią cyklu Zimmer/Nolan, omawiającą soundtracki przygotowane przez Hansa Zimmera do kolejnych filmów Christophera Nolana. Kolejne tygodnie muzycznie przeniosą nas do "Incepcji" i "Interstellar" - tym samym rozpoczynamy odliczanie do premiery "Dunkierki", którą na ekranach polskich kin zobaczymy już 21 lipca. Bądźcie z nami!