16.03.2017
W kleszczach czerwonego moru
„Śmierć szkarłatna od dawna pustoszyła tę krainę. Jej oznaką widomą była krew, czerwień i szkarada krwi.” Ten, jak i wiele innych sugestywnych (kraj)obrazów rodem z prozy Edgara Allana Poego, wydaje się stworzony dla medium filmowego. Okazuje się, że sława gotyckiego mistrza grozy dotarła także do świata anime.
W kleszczach czerwonego moru
Akira Kurosawa

Po zakończeniu zdjęć do „Dersu Uzala" (1975), jednego ze swych ostatnich filmów, Akira Kurosawa zabrał się za pisanie scenariusza opartego na motywach „Maski Czerwonego Moru" Edgara Allana Poego. W duecie z Masato Ide, swym stałym współpracownikiem, planowali stworzenie nieoczywistej produkcji animowanej, której estetyka korespondowałaby z rosyjskimi plenerami, gdzie kręcona była wspomniana wyżej historia przyjaźni dwójki mężczyzn z zupełnie różnych kręgów kulturowych – słowiańskiego i azjatyckiego. Imponujący w zamierzeniu projekt ostatecznie nie doszedł do skutku. Zawiodły między innymi poszukiwania koproducentów (wykonawczym miał być jak zwykle Hisao Kurosawa, syn twórcy „Rashomona", 1950) oraz... reżysera. Sędziwa już wówczas żywa legenda japońskiego kina nie chciała brać na swoje barki tak wymagającego przedsięwzięcia. Prawie dwadzieścia lat po jego śmierci krwawe, osnute gotycką mgłą marzenia Kurosawy mają szansę się ziścić.

Prawa do inspirowanego prozą Poego scenariusza zakupiło Huayi Brothers, które w porozumieniu z CKF Pictures planuje premierę „Maski Czerwonego Moru" na rok 2020. Akcja z dziewiętnastego wieku zostanie przeniesiona w dwudziesty, jednak większość fabularnych szczegółów pozostanie wiernych literackiemu oryginałowi. Głównym bohaterem opowiadania będącego upiorną alegorią niemożności ucieczki przed przeznaczeniem zwanym dalej śmiercią jest książę Prospero. Z obawy przed zarazą dziesiątkującą okolicznych mieszkańców decyduje się on wcielić w życie drogą sercu Poego zasadę My home is my castle i oddzielić się murem od szalejącej epidemii. Wraz z innymi bogaczami wydaje wielki bal maskowy, sprowadzając tym samym na siebie straszliwą zgubę. Jednym z nieproszonych gości okaże się bowiem tajemniczy zamaskowany posłaniec, który zmusi gości zabawy, by odtańczyli iście karmazynowy taniec śmierci.

„Maska Czerwonego Moru" to jeden z najchętniej przywoływanych w popkulturze utworów z bogatego repertuaru amerykańskiego mistrza grozy. Nawiązania możemy odnaleźć zarówno w klasyce literatury, czego dowodem „Szkarłatna dżuma" Jacka Londona, jak i w nowszych propozycjach – tu warto wymienić „Lśnienie" Stephena Kinga czy „Opętanych" Chucka Palahniuka. Zaraza czerwonego moru dosięgnęła także twórców z kręgu fantastyki – Neila Gaimana piszącego „Nigdziebądź" czy Terry'ego Pratchetta, który wykorzystał towarzyszące jej motywy w nomen omen „Maskaradzie" i „Blasku fantastycznym". Dla kinematografii jednak najistotniejszy wydaje się wpływ Poego na Gastona Lerouxa, autora „Upiora w operze", którego ślady możemy zaobserwować właściwie w każdej z trzech adaptacji słynnej powieści gotyckiej. Ponadto, w 1964 roku powstała adaptacja opowiadania (wykorzystująca także elementy innego utworu – „Ropucha”). Główną rolę otrzymał Vincent Price, którego twarz już wtedy stała się tą charakterystyczną dla filmowych horrorów, a za kamerą stanął Roger Corman, równie niestrudzony, co nieudolny inscenizator prozy Poego. Jego dorobek stanowi bowiem świadectwo wielkiej pasji i nieokiełznanego uwielbienia dla autora „Zagłady domu Usherów", jednocześnie będąc doskonałym przykładem nieszczęsnego odzierania tych opowieści z oniryzmu oraz podszytej gotycyzmem grozy i powoływania w ich miejsce estetyki horrorów klasy B czy nadmiernego eksploatowania wątków erotycznych. Możemy mieć jednak nadzieję graniczącą z pewnością, że zapowiadana produkcja będzie diametralnie różniła się od koszmar(k)ów Cormana.

Monika Żelazko