19.03.2017
Twarz Kristen Stewart
Za sprawą głównej roli w ekranizacji popularnej sagi o wampirach stała się jedną z najbardziej nielubianych i hejtowanych aktorek swojego pokolenia. „Aktorskie drewno”, „zero emocji”, „dziewczyna jednej miny” – to delikatniejsze epitety, które wciąż spadają na dwudziestosześcioletnią gwiazdę. Czy słusznie? Kristen Stewart, bo o niej mowa, możemy ostatnio oglądać w „Personal Shopper”.
Twarz Kristen Stewart
Kristen Stewart
źródło: pxhst.co

Premiera najnowszego filmu z budzącą skrajne emocje amerykańską aktorką miała miejsce na zeszłorocznym festiwalu w Cannes i dość mocno podzieliła publiczność. „Personal Shopper” Oliviera Assayasa opowiadający o młodej kobiecie dbającej o ekskluzywną garderobę gwiazd i różnej maści celebrytów, został przez wielu widzów i krytyków wygwizdany. Miał on jednak swoich obrońców, zdobywając ostatecznie Złotą Palmę za reżyserię. To kino autorskie i ekscentryczne, dość odważne w formie i treści, a dla niektórych po prostu kuriozalne, niejako definiujące fenomen aktorski Stewart, który – zwłaszcza jeśli chodzi o reakcje widzów co do jej osoby – w dużym skrócie można określić jako relację love or hate.

# początki

Stewart karierę rozpoczęła wcześnie, bo już wieku ośmiu lat. Nie ma co się dziwić – rodzice urodzonej w Los Angeles przyszłej gwiazdy wywodzą się z branży; ojciec jest managerem i producentem telewizyjnym, matka zaś scenarzystką. Do pierwszych znaczących kinowych ról Kristen należy z pewnością ta w „Azylu” (2002) Davida Finchera, stanowiąca zapowiedź talentu młodej aktorki. Kreacja apatycznej Sarah, córki głównej bohaterki granej przez Jodie Foster, nie bez powodu zaowocowała angażami do kolejnych produkcji, których większość stanowiły przejmujące thrillery. Dobry występ – co prawda w niewielkiej, ale zapadającej w pamięć roli – nastoletnia Amerykanka zaliczyła u Seana Penna, który obsadził ją w filmie „Wszystko za życie” (2007). Po nim nastąpił przełom.

# sława

W 2008 roku przyszła bowiem pora na ekranizacje kolejnych tomów powieści Stephanie Meyer. Równolegle z wampirami i wilkołakami Stewart miała romans z punkiem (ciekawa rola Joan Jett w „The Runways: Prawdziwa historia”, 2010) oraz prozą Jacka Kerouaca (niejednoznaczna Marylou z adaptacji „W drodze”, 2012). W przejmującym „Witamy u Rileyów” (2010) wcieliła się w striptizerkę, w której małżeństwo z dłuższym stażem odkrywa podobieństwo do zmarłej im córki, a w „Królewnej Śnieżce i Łowcy” zagrała nie-eteryczną księżniczkę, stojącą na czele rebelii przeciw złej macosze. W międzyczasie zdążyła również zaprezentować swój komediowy talent w lekkim „Adventureland” (2009), opowiadającym o wakacyjnej pracy w parku rozrywki. Jedyną rolą, z którą była wtedy kojarzona to oczywiście narzeczona wampira – Bella Swan.

# wybory

Uwolniona – po ukończeniu pracy nad popkulturowym fantasy – Stewart stawia na ambitniejsze projekty. Dostaje bardzo ciekawy materiał do zagrania w „Still Alice” (2014) tuż obok nagrodzonej Oscarem Julianne Moore. Jako najmłodsza córka tytułowej Alice, Lydia – choć na pierwszy rzut oka niepoukładana – okazuje się najbardziej dojrzała emocjonalnie z całej rodziny. Stewart wypada w tej roli nad wyraz przekonująco. Dobrze odnalazła się również w świecie wykreowanym przez Woody’ego Allena. W „Śmietance towarzyskiej” (2016), przyznajmy – dość konwencjonalnym obrazie –  Stewart, podobnie zresztą jak Emma Stone w dwóch poprzednich filmach mistrza – wprowadza na ekran powiew świeżości, nieodpartego wdzięku i naturalności. A także niezbędnego neurotyzmu.

# sukces

Jej bodaj najlepszą rolę w dotychczasowej karierze stanowi występ w „Sils Maria” (2014), tym razem u boku wielkiej Juliette Binoche. Obraz stanowi pewnego rodzaju pojedynek aktorski między klasycznym, nieco już wyświechtanym aktorstwem (który reprezentuje manieryczna rola Binoche) a nowym i jeszcze nieujarzmionym (naturalna, a zarazem bardzo dojrzała Stewart). Zwycięsko wychodzi ta druga, grająca osobistą asystentkę egzaltowanej gwiazdy. Potwierdziły to również nagrody: Amerykańska aktorka, jako pierwsza w historii, za „Sils Maria” (2014) otrzymała Złotego Cezara. Od tej pory, rozpoczęła się również przygoda Stewart z francuskim reżyserem Olivierem Assayasem, autorem wchodzącego w ten weekend do polskich kin „Personal Shopper”. Sposób, w jaki za pośrednictwem oka kamery twórca podgląda w tym filmie amerykańską aktorkę mówi mi, że na tym dziele ta współpraca się nie zakończy.

Niezasadne są więc moim zdaniem opinie o braku aktorskiej ekspresji oraz niewyrażaniu emocji przez ekranowe bohaterki kreślone przez Stewart. Niewielkie środki wyrazu zazwyczaj korespondują z charakterem postaci, którym użycza charakterystycznego niskiego głosu, dość nietypowej urody, chłopięcej sylwetki. Nie jest ona typem aktorki, która „wciela się” w rolę, czy próbuje różnych aktorskich metod. Jej nietypowe aktorstwo polega na innym modelu niż to, do których przez lata przyzwyczaiło nas amerykańskie kino. Stewart nie będzie kolejną Meryl Streep (z całym szacunkiem!), która w każdej roli zaskakuje inną, lepszą, dogłębną i przepracowaną na wiele sposobów rolą. Gra młodej aktorki jest niewymuszona, oparta głównie na „byciu” przed kamerą, a nie strojeniu do niej min. Jej fizjonomia za to doskonale odzwierciedla pewną niemoc i bezradność pokolenia dzisiejszych dwudziestoparolatków. Taka intencja jest z pewnością bardzo prowokująca. Trudno się więc dziwić, że twarz młodej aktorki wywołuje tyle emocji.

Marcin Miętus