20.03.2017
Szczęście narodowe brutto
Wydawać by się mogło, że szczęście jest jedną z tych wartości, których zmierzyć po prostu się nie da. Tymczasem istnieje sposób na dokładne określenie poziomu zadowolenia z życia! Wymyślił go… Bhutan.
Szczęście narodowe brutto
Kadr z filmu

Czy słyszeliście kiedyś o Bhutanie? To malutki, himalajski kraj liczący około 750 000 mieszkańców. Narodowym sportem jest tam łucznictwo oraz digor – dyscyplina podobna do pchnięcia kulą. To również tam Bernardo Bertolucci nakręcił „Małego Buddę” (1993). Bhutan jest także monarchią konstytucyjną, na czele której stoi obecnie król Jigme Khesar Namgyel Wangchuck, określany przez tajską prasę mianem „księcia z Bajki”. W 1972 roku jego ojciec objął tron zaledwie w wieku 17 lat i za oficjalną filozofię swoich rządów przyjął wskaźnik GNH – Gross National Happiness. Koncepcja ta stała w sprzeczności z zachodnim pędem ku bogaceniu się, będącym, zdaniem króla, powodem rosnącego rozwarstwienia społecznego oraz licznych zanieczyszczeń środowiska. Władca posiadał zupełnie inną wizję rozwoju swojego kraju i za podstawowy jego miernik uznał nie bezduszny wskaźnik PKB, lecz właśnie GNH – szczęście narodowe brutto – uwzględniający naturalne dążenie każdego człowieka do szczęścia.

Koncepcja króla tak bardzo spodobała się na świecie, że w 2012 roku Zgromadzenie Ogólne ONZ wprowadziło Międzynarodowy Dzień Szczęścia, którego datę określono na 20 marca. Rezolucja ustanawiająca święto jednoznacznie potwierdziła poglądy króla, stwierdzając, że dążenie do szczęścia jest podstawowym celem człowieka, a rozwój gospodarczy powinien być zrównoważony i prowadzić do dobrobytu wszystkich narodów.

Mając na uwadze wskaźnik GNH oraz Międzynarodowy Dzień Szczęścia, który przypada właśnie dzisiaj - najwyższy czas, by zadbać o własne zadowolenie. Dla wielu jest ono równoznaczne z wysokim wskaźnikiem endorfin, potocznie nazywanych „hormonami szczęścia”. Oglądanie pogodnych komedii oraz kończących się happy endem miłosnych filmowych opowieści zwiększa ich poziom w naszym organizmie, co potwierdzają uczeni z uniwersytetu oxfordzkiego. Jednak to nie jedyna okołofilmowa sytuacja, w której wydzielają się endorfiny. – Wygląda na to, że napięcie emocjonalne, jakie wywołują tragedie, również wpływa na nasz poziom endorfin – mówi profesor Robin Dunbar. W ramach prowadzonego przez niego badania, uczestnikom zaprezentowano film „Stuart: Spojrzenie w przeszłość” (2007) opowiadający dramatyczną historię niepełnosprawnego bezdomnego zmagającego się z uzależnieniem od narkotyków i alkoholu. Ta tragiczna historia miała zaskakująco dobry wpływ na widzów, którzy stali się po seansie lepiej odporni na ból i czuli się bardziej zintegrowani z grupą. Obie te cechy są wynikiem działania endorfin.

– Najwyraźniej nie tylko pozytywne emocje są w stanie spajać grupę i tworzyć więzi. Możliwe, że to właśnie współdzielone doświadczenie emocjonalne, nieważne czy pozytywne czy negatywne, podnosi nasz poziom endorfin i tym samym zbliża do ludzi – komentuje wyniki prof. Sophie Scott z University College London. Może więc warto uczcić Międzynarodowy Dzień Szczęścia jakimś niekoniecznie wesołym filmem? Należy jednak pamiętać, by oglądać go w grupie, gdyż tylko wtedy endorfiny będą miały pole do popisu!

Kaja Łuczyńska

Źródło: theguardian.com