11.07.2017
Pocztówka z końca świata
Czasem przychodzi taki moment, że trzeba rzucić wszystko i wyjechać. Dokąd? Jak najdalej. Najlepiej tam, gdzie nikt nas nie znajdzie. Za tym pragnieniem podążają często filmowi bohaterowie.
Pocztówka z końca świata
Kadr z filmu "Into the Wild"
źródło: materiały własne

Chyba najsłynniejszym tego typu przypadkiem jest Christopher McCandless, którego historia stała się kanwą najpierw dla książki Jona Krakauera, a następnie dla filmu Seana Penna „Wszystko za życie” (2007). Zarówno pisarza, jak i reżysera uwiodła opowieść o młodym człowieku, decydującego się zamienić dostatnie życie i obiecującą przyszłość na życie trampa, włóczącego się po kraju oraz imającego się dorywczych prac. Film sugeruje, że McCandless wybrał ucieczkę przed toksycznymi rodzicami i przyszłością, którą dla niego wybrali. Końcem świata stał się dla niego opuszczony autobus na alaskańskim pustkowiu, gdzie chłopak chciał zrealizować swoje utopijne marzenia o życiu oderwanym od codziennego pędu. Scena wieńcząca „Into the Wild” pokazuje, jak cienka jest granica między samotnością a osamotnieniem – i jak ciężko to rozdzielenie dostrzec wiodąc pustelniczą egzystencję.

Wyprawa na koniec świata może posłużyć też jako czas niezbędny do refleksji. Tak wykorzystuje go główna bohaterka filmu „Dzika droga” (2014), również opartego na faktach. W latach 90. ubiegłego wieku Cheryl Strayed (sportretowana tutaj przez Reese Witherspoon) wyruszyła na pieszą wędrówkę Pacific Crest Trail, jednym z najdłuższych szlaków w Stanach Zjednoczonych. Kobieta, która po utracie matki i rozpadzie małżeństwa często decydowała się na nierozważne, wręcz ryzykowne zachowania, poczuła, że nadszedł czas na odcięcie się od dotychczasowego trybu życia i podążenie w innym kierunku. Strayed podczas przemierzania kolejnych etapów drogi odkrywała samą siebie i to, co daje jej samotna wędrówka. Okazało się, że dotarcie na koniec świata może mieć uzdrawiające właściwości!


    Zapraszamy na Amerykańskie Południe! Przeczytaj wakacyjną pocztówkę z Dixielandu - kliknij w zdjęcie!

W uzdrawiający sposób podróż wpływa również na bohaterów filmu Wong Kar-waia „Happy Together” (1997). Lai (jak zwykle rewelacyjny Tony Leung), w czasie, gdy próbuje wyzwolić się z toksycznego związku z niestabilnym manipulatorem Ho (Leslie Cheung), zaczyna spędzać coraz więcej czasu z Changiem, kolegą z pracy. Mężczyzna jest otwarty, radosny i można na nim polegać. Często opowiada o swoim pragnieniu podróżowania i potrzebie przemieszczania się. Podczas rozmowy z pogrążonym w depresji Lai, Chang wyznaje, że marzy o dotarciu do pewnej latarni morskiej w Ameryce Południowej. To magiczne miejsce – można tam pozostawić wszystkie swoje smutki. Niedługo przed odjazdem, Chang wręcza Lai dyktafon z prośbą, by coś mu tam nagrał; obiecuje odsłuchać tę wiadomość we wspomnianej latarni. To jeden z najpiękniejszych momentów w twórczości hongkońskiego reżysera. Tony Leung całkowicie odsłania swojego bohatera, który wreszcie decyduje się uwolnić kłębiące się w nim emocje. Ten kluczowy moment pozwala Lai pójść dalej i odważyć się wyruszyć we własną podróż. Wysłanie pocztówki na koniec świata może okazać się nawet bardziej przełomowe niż potraktowanie tego miejsca jako cel wyprawy.

A co jeśli krańce poznanego wyłaniają się z cienia fikcji i stają się rzeczywiste? Pokazują to dwie niezwykłe produkcje – dokument „Spotkania na krańcach świata” (2007) Wernera Herzoga i mini-serial „Wyprawa na koniec świata” (2004) Ewana McGregora i Charley’a Boormana. Pierwszy z wymienionych obrazów przedstawia życie na Antarktydzie – zarówno związaną z nim nieuchronność katastrofy, jak i zaklęte w tamtejszej naturze piękno. Film oddaje także niepokój towarzyszący człowiekowi decydującemu się na związane swojej egzystencji z miejscem uznawanym za koniec świata. Inaczej widzą to członkowie motocyklowej wyprawy, którzy jedynie przejeżdżają przez pustkowia i błyskawicznie przemieszczają się gdzie indziej. W trwającej od 14 kwietnia do 29 lipca 2004 roku podróży, McGregor i Boorman objechali świat dookoła – ruszyli z Londynu, przecięli Europę, następnie Rosję, Kazachstan, Mongolię, Syberię, Alaskę i Kanadę. Eskapadę zakończyli w Stanach. Co prawda za podróżnikami wlokła się ekipa filmowa, więc ciężko mówić o samotności i głębokiej refleksji, jednak dobrze zrealizowany serial skłania do przemyśleń. Gdzie jest prawdziwy koniec świata? Czy w ogóle warto go szukać?

Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Chyba w ogóle nie ma na nie dobrej odpowiedzi. Dla każdego koniec świata leży gdzie indziej – i czasem lepiej nie wysyłać z niego pocztówek… .

Joanna Barańska