14.06.2017
Niezwykły van Gogh
Vincent van Gogh – szaleniec, wizjoner, geniusz. Jak opowiedzieć biografię tak skomplikowanego i pełnego sprzeczności artysty? Przed tym dylematem stanęli twórcy filmu „Loving Vincent”.
Niezwykły van Gogh
Vincent Van Gogh
źródło: NEXT FILM

Scenarzyści i reżyserzy Dorota Kobiela (Złoty Orzeł Hollywoodzki za film „Mały Listonosz” w 2011 roku) i Hugh Welchman (Oscar w kategorii Najlepszy krótkometrażowy film animowany za film „Piotruś i Wilk” w 2006 roku) zdecydowali się na podejść do zadania w sposób wyjątkowy – tak, jak wymagała tego niezwykła osobowość malarza. Opowiedzieli historię van Gogha używając do tego jego własnych dzieł. Twórcy połączyli formę malarską i filmową, co umożliwiło jak najlepsze oddanie wrażeń odczuwanych przez holenderskiego postimpresjonistę. 65 000 klatek „Loving Vincent” zostało ręcznie namalowanych przez 125 zaangażowanych w projekt zawodowych malarzy z całego świata. Artyści przez wiele miesięcy pracowali w warsztatach w Polsce i w Grecji, starając się dostosować swoje indywidualne style do uniwersalnego założenia oddania sposobu, w jaki malował sam van Gogh.

Zanim armia twórców zasiadła do pracy, należało zaprojektować metodę przenoszenia obrazów na kinowy ekran. Grupa projektantów efektów malarskich jeszcze przed rozpoczęciem zdjęć do filmu, spędziła rok opracowując dzieła van Gogha i „tłumacząc” je na zupełnie nowy język. W „Loving Vincent” widzowie będą mogli zobaczyć 94 obrazy artysty w oryginalnej formie (lub bardzo do niej zbliżonej), oraz kolejne 31 częściowo lub mocno przekształcone. Co istotne, film nie jest standardową animacją. Początkowa faza zdjęć odbywała się jak każda typowa produkcja aktorska: odpowiednio ucharakteryzowani Douglas Booth, Chris O’Dowd, Helen McCrory czy Saoirse Ronan wcielali się w postaci znane z biografii van Gogha. Dopiero w dalszym procesie, wszystkie nakręcone kadry przemalowano w technice olejnej.

                                  Kadry z "Twojego Vincenta". Źródło: materiały prasowe/NEXT FILM

Ta technika otwiera zupełnie nowe możliwości. Współcześni malarze, oddając styl Vincenta van Gogha i modyfikując przygotowany przez filmowców materiał, umożliwili wielbicielom malarza przeniesienie się w świat przez niego kreowany. Myślę, że to pozwala na odczucie podobnie silnych wrażeń, jak długie wpatrywanie się w oryginalne obrazy mistrza i stopniowe uświadamianie sobie, że każdy element dzieła, na który mamy szansę patrzeć, został wykonany ręką geniusza. Świadomość możliwości niemal współodczucia z artystą, którego dzieła wpłynęły na wiele grup twórczych robi wielkie wrażenie. Jest też świetnym uzupełnieniem kontemplacji malarstwa van Gogha, na przykład podczas zwiedzania amsterdamskiego muzeum mu poświęconemu (co miałam okazję sprawdzić). Cały dorobek holenderskiego geniusza łączy się też z legendą narosłą wokół jego postaci – pewnie dlatego jego postać wciąż fascynuje kolejne pokolenia. I dlatego też kręci się o nim tak niezwykłe filmy.

„Loving Vincent” został zakwalifikowany do Konkursu Głównego Międzynarodowego Festiwalu Filmów Animowanych w Annecy, zdecydowanie najważniejszą imprezą dedykowaną filmom animowanym, i narobił tam niemało zamieszania – bilety na 6 zorganizowanych seansów rozeszły się błyskawicznie. Oficjalna, uroczysta premiera filmu odbyła się wczoraj; pierwsze recenzje są wyjątkowo entuzjastyczne. Polscy widzowie na premierowe seanse będą musieli poczekać do 13 października. Teaser zapowiada wyjątkową filmową ucztę!

Joanna Barańska