01.12.2017
Nie jestem Twoim murzynem [RECENZJA]
Na ekrany wchodzi właśnie dokument „I Am Not Your Negro” Raoula Pecka – film próbujący analizować amerykański konflikt rasowy. Opowieść jest gęsta, nasycona nawiązaniami i zaskakująco świeża. Jej najsilniejszym punktem jest narracja zbudowana na niepublikowanych tekstach afroamerykańskiego pisarza Jamesa Baldwina.
Nie jestem Twoim murzynem [RECENZJA]
Kadr z filmu "Nie jestem Twoim murzynem"
źródło: materiały prasowe

Proza Jamesa Baldwina to w głównej mierze opowieści o jednostce uwikłanej w aktualną sytuację polityczną. Temat był pisarzowi wyjątkowo bliski. Z pewnością nie było niczego łatwego w życiu osoby, która w Ameryce doby segregacji rasowej była nie tylko nie-biała, ale i homoseksualna. To jest też punkt wyjścia w „I Am Not Your Negro”. Reżyser Raoul Peck wykorzystuje fragmenty niedokończonej książki Jamesa Baldwina „Remember This House” jako szkielet konstrukcyjny dla swojej opowieści (narratorem odczytującym spisane przemyślenia Baldwina jest Samuel L. Jackson). Baldwin staje się więc narratorem filmu o konflikcie rasowym, który, jak przekonuje „I Am Not Your Negro”, trwa od zawsze i jeszcze długo (a może nigdy?) się nie skończy.

Choć film rozpoczyna się od decyzji przebywającego na emigracji w Europie Baldwina, by powrócić do Stanów, to pisarz, jako narrator, pozostaje niejako poza centrum. Peck chce przedstawić wycinek historii Stanów Zjednoczonych łącząc trzy punkty – Malcolma X, Martina Luthera Kinga Jr. oraz Medgara Eversa. Wszyscy trzej działacze równościowi zostali zamordowani w niewielkim odstępie czasu. To ich starania, walka i poświęcenie mają być najważniejsze. Peck, wykorzystując wspomnienia Baldwina, który znał aktywistów, chce ułożyć ich pełny obraz i zestawić z tym, co dziś reprezentują Stany Zjednoczone. Ile zostało z wolnościowego mitu? Czy rzeczywiście USA to złoty środek świata, ziemia obiecana dla każdego?

Zarówno wspomnienia Baldwina, jak i to, co robi z nimi Peck, nie nastrajają optymistycznie. Film to w przemyślany sposób skonstruowana całość, złożona z materiałów archiwalnych, filmów i zdjęć, fragmentów wywiadów i nagrań naocznych świadków wydarzeń. Reżyser, wplatając swój ogląd sprawy w narrację Baldwina, opowiada historię segregacji rasowej, ciągłych prześladowań i trwającej walki o prawa Afroamerykanów w USA. Ten wątek jest wciąż aktualny, nie tylko w kontekście hollywoodzkich decyzji obsadowych, które są ostatnio gorącym tematem. Baldwin sięga do samego początku, badając amerykańską przestrzeń historyczno-społeczną. Wydaje się pytać: skąd wziął się problem podziału rasowego? Gdzie można znaleźć dowody na jego siłę?



Odpowiedź wydaje się być prosta: wszędzie. Peck selekcjonuje różnorodne teksty kultury, wyodrębniając w nich wątki wyższości białej rasy. Chce też rozprawić się z mitem niewinności białego człowieka. Proces towarzyszący działalności zarówno reżysera, jak i Jamesa Baldwina, przypomina żmudną dłubaninę eksperckich komisji, badających przyczyny katastrofy. Obaj rozmontowują amerykańską tożsamość i dokładnie przyglądają się wszystkim elementom, by sprawdzić, co zawiodło. Baldwin zmarł w 1987, więc nie doczekał wielu przełomowych wydarzeń. Nie zobaczył Afroamerykanina w fotelu prezydenckim w białym domu. Nie obserwował demonstracji towarzyszącym ruchowi Black Lives Matter. A jednak jego obserwacje, zarówno amerykańskiego społeczeństwa, jak i jego kultury, są niezwykle aktualne.

Według mnie narracja Jamesa Baldwina to najsilniejszy element „I Am Not Your Negro”. Jest zwięzła, elegancka, pełna konkretów, ale i niepozbawiona pewnego stopnia poetyckości. Jak już wspomniałam, Baldwin nie umieszcza siebie na pierwszym miejscu. Określa siebie skromnie jako „świadka”, mimo że w opisywanym czasie znajdował się w centrum wydarzeń. Precyzja w narracji była tak istotna, że w niektórych momentach filmu miałam wrażenie, że twórcy zbaczają nieco w stronę akademickiego seminarium, koncentrując się na faktach i analizie. Co nie znaczy, że filmowa struktura w miarę upływu czasu stawała się skostniała – wręcz przeciwnie. Trzeba jednak zaznaczyć, że „I Am Not Your Negro” to film bardzo gęsty, starający się w skondensowany sposób przedstawić problem trwający już od kilkuset lat. Dlatego podczas seansu zalecam wyjątkową uważność.

Joanna Barańska