21.04.2017
California dreamin’
Opowieści o dojrzewaniu zawsze skrywają w sobie wiele wdzięku, ale i pewnego rodzaju tajemnicę. Przeobrażanie się w inną osobę to bardzo intymny proces, dlatego do opowiedzenia o nim niezbędne jest odpowiednie wyczucie. Taką wrażliwość posiada Brazylijka Marina Person, reżyserka urokliwej „Califórnii” (2015).
California dreamin’
Kadr z filmu "Califórnia"

Główna bohaterka filmu, nastoletnia Estela (w tej roli Clara Gallo) żyje pomiędzy dwoma światami: realnym, w rodzinnym São Paulo roku 1984 oraz wyobrażonym, rozciągającym się w czasie, magicznym miejscu pełnym gwiazd muzyki. Ta druga opcja to wizja dziewczyny na temat tytułowej Kalifornii, gdzie pracuje jej ukochany wujek Carlos (Caio Blat). Estela wierzy, że pewnego dnia wybierze się w podróż do Ameryki i tam zobaczy artystów, których na razie zna tylko z nagrań. Niestety, szybko zdaje sobie sprawę, że z jej marzenia może nic nie wyjść – wujek choruje i jego stan wciąż się pogarsza…

„Califórnia” może nie jest filmem wybitnym – niewątpliwie jest w nim jednak coś, co przyciąga widza. Myślę, że stanowi o tym głównie osoba młodej bohaterki: Estela jest pełna uroku, ma głowę w chmurach, a równocześnie zaskakuje rezolutnością, zdecydowaniem, skłonnością do poświęceń. Łatwo też wczuć się w jej sytuację i zrozumieć zafascynowanie muzykami – bo kto z nas tego w swoim życiu nie przechodził? Wszyscy mieli nastoletnie marzenia, z których albo wyrośli, albo los pokierował ich w inną stronę. Sympatii bohaterce przysparza również sama kreacja debiutującej na ekranie Clary Gallo, która decyduje się na ukazanie swojej postaci w bezpretensjonalny sposób.

Muszę przyznać, że obserwowanie środowiska dziewczynki wielokrotnie zaskakiwało w negatywny sposób. Estela często nie miała gdzie zwrócić się ze swoimi kłopotami. Nie pomagały jej ani niezbyt lotne koleżanki, ani dość zamknięci w swoich poglądach rodzice czy przygnieciony własnymi problemami wujek. Zrozumienie okazywał jej dopiero JM (bardzo dobry Caio Horowicz), nowy kolega ze szkoły, uważany przez większość rówieśników za dziwoląga. Bohaterce trzeba jednak oddać jedno – mimo młodzieńczego zagmatwania zawsze odnajdywała dla siebie nową drogę i świetnie radziła sobie z przeciwnościami.

W pamięci utkwiła mi oprawa filmu – zarówno wizualna, jak i dźwiękowa. Mimo że upłynęło już trochę czasu od chwili, gdy po raz pierwszy obejrzałam „Califórnię”, do teraz żywe pozostają dostrzeżone na ekranie kolory: barwne ubrania Esteli, przykurzone wnętrza odwiedzanych przez nią sklepów muzycznych, czy po prostu koloryt São Paulo lat 80. Ale przeniknąć do świata głównej bohaterki pomaga zwłaszcza muzyka – David Bowie, Joy Division czy The Cure pozwalają zrozumieć fascynację Esteli poczuciem wolności, płynącej z piosenek tych wykonawców. Z widzem długo pozostaje finałowy utwór „The Caterpilar”, wskazujący na ostateczne przeobrażenie młodej bohaterki.

„Califórnia” pod barwnym, nieco egzotycznym płaszczem kryje w sobie specyficzne poczucie osamotnienia czy tęsknoty, znane choćby z filmów Wong Kar-Waia. Jednak podczas gdy w filmach hongkońskiego reżysera melancholia często zwycięża, tak w obrazie Mariny Person udaje się przezwyciężyć smutek i podążyć dalej, mimo mniejszych i większych dramatów. Nastoletnia Estela czuje, że chciałaby być gdzieś indziej i zdaje sobie sprawę, że przed nią jeszcze niejedna podróż i wielka zmiana. Chyba dlatego tak długo po seansie pozostaje się pod urokiem tego filmu – w niewielu nowo powstających tekstach kultury można jeszcze odnaleźć takie pocieszenie.

Joanna Barańska