18.06.2017
Brzmi znajomo
Najczęściej pojawiającym się określeniem w recenzjach serialu „Opowieść podręcznej” jest „przerażający”. Rzeczywiście, trudno oglądać go bez niepokojącego przeczucia, że taka przyszłość wcale nie jest wykluczona.
Brzmi znajomo
"Opowieść podręcznej"
źródło: materiały prasowe/imdb.com

Wyprodukowany przez Hulu serial „Opowieść podręcznej” dostępny w Polsce za pośrednictwem platformy Showmax, nie jest pierwszą próbą ekranizacji książki Margaret Atwood, tuzy literatury kanadyjskiej. W 1990 roku stworzenia filmowej wersji powieści podjął się Volker Schlöndorff, a zrealizowana przez niego produkcja była bardzo wierną ekranizacją, choć nieco pozbawioną polotu i pomysłowości. W filmie reżysera „Blaszanego bębenka” (1979) szczególną uwagę zwracała przede wszystkim doborowa obsada, w której znalazła się Natasha Richardson, Robert Duvall, Faye Dunaway i Elizabeth McGovern. Nie da się jednak zaprzeczyć, że to właśnie obecna, serialowa wersja książki Atwood trafiła na wyjątkowo podatny grunt.

Po bliżej nieokreślonej wojnie, Ameryka próbuje na powrót budować swoją państwowość. Jednak zamiast skupiać się na myślach demokratycznych „ojców założycieli”, bazuje na dziedzictwie skrajnie konserwatywnych purytanów, którzy w zamierzchłych czasach opierali swój porządek społeczny na tradycyjnych wartościach, niezwykle żarliwej religijności oraz atmosferze podejrzliwości. Miejsce Stanów Zjednoczonych zajmuje kierowany przez wąską grupę Dowódców Gilead, sprawujący pełną kontrolę nad swoimi obywatelami we wszystkich dziedzinach życia, ze szczególnym uwzględnieniem sfer związanych z seksualnością. Na własnej skórze przekonuje się o tym główna bohaterka serialu, Offred (Elisabeth Moss), która trafia w bezlitosne sidła nowego systemu. Według propagandowych sloganów powinna się cieszyć: została jej przeznaczona zaszczytna funkcja „Podręcznej”, urzędowo usankcjonowanej surogatki, która ma oddać swoją płodność w ręce znajdujących się na szczycie drabiny społecznej Dowódców oraz ich żon, bezskutecznie starających się o potomstwo. 


                         Kadry z serialu "Opowieść podręcznej". Źródło: materiały prasowe / imdb.com

Urzędnicy zapomnieli jednak wspomnieć, że nowa, rzekomo chwalebna rola wiąże się z uprzedmiotowieniem, comiesięcznymi gwałtami (nazywanymi „ceremonią”) oraz całkowitym pozbawieniem wolności. Ciało June, gdyż tak naprawdę nazywa się kobieta, przestaje do niej należeć i staje się narzędziem bieżącej polityki, kartą przetargową uwikłaną w narzucaną ideologię. Na całe szczęście wielu Amerykanom udaje się uciec przed podobnym losem za granicę, przede wszystkim do Kanady. Mogą liczyć na pomoc swoich północnych sąsiadów, którzy zdając sobie sprawę z powagi sytuacji przyjmują ich z otwartymi ramionami i naładowanymi kartami do telefonów.

„Opowieść podręcznej” nie ułatwia widzowi zadania i nie odpowiada od razu na wszystkie postawione pytania, a ostatni odcinek pierwszego sezonu zdaje się je wręcz mnożyć. Interesująca forma serialu wymusza u widza aktywność i samodzielne składanie porozrzucanych informacji na temat Gileadu oraz życia June przez zostaniem Podręczną. To właśnie sytuacja głównej bohaterki jest naszą przepustką do wiedzy o nowym amerykańskim systemie, którego dojście do władzy obserwujemy przez pryzmat drobnych zmian. Zaczyna się od krzywych spojrzeń z powodu zbyt głębokiego dekoltu, potem następuje zwolnienie z pracy i trudności w samodzielnym poruszaniu po mieście. Zmiany nasilają się i narastają jak kula śniegowa, a ostatecznie, dzięki sprzyjającej atmosferze, doprowadzają do całkowitej zmiany. Skrajnie subiektywna perspektywa serialu podkreślona jest także przez sposób filmowania poszczególnych scen – kamera z opóźnieniem łapie ostrość, sprawnie imituje ukradkowe spojrzenia, napięcie i rozedrganie bohaterów. Warto również wspomnieć o niezwykłej stronie wizualnej produkcji, posługującej się bardzo ograniczonym zestawem barw, wśród których wybijają się jedynie czerwone i zielonkawe stroje kobiet. 



Przedstawione w „Opowieści podręcznej” problemy to skondensowane i wyolbrzymione zagadnienia, z którymi zmagamy się już teraz. Podanie ich w atrakcyjnej formie wysokiej jakości produkcji serialowej wcale nie umniejsza ich powagi oraz niepokoju, jaki wzbudzają. Religia jest wykorzystywana przez Gilead z czysto praktycznych i sekularnych powodów, a liczne odwołania do boskiej woli są jedynie wygodnym wytłumaczeniem nadużyć i jawnej niesprawiedliwości. Wyrwane z kontekstu fragmenty świętych pism cytowane jako prawne precedensy skutecznie ograniczają wolność obywateli, a kobiety pozbawiają możliwości stanowienia o samym sobie. Natomiast tłumy Amerykanów przybywających do Kanady to przecież uchodźcy, próbujący uniknąć śmierci w swojej ojczyźnie. Brzmi znajomo?

Kaja Łuczyńska