19.06.2017
Biuro animacji znalezionych
Amerykańska wytwórnia szturmem podbija kolejne rozdania Nagród Akademii Filmowej, zgarniając statuetki złotych rycerzy zarówno w kategorii animacji długometrażowej, jak i krótkich wyczarowanych na komputerach opowieści. Rok temu podczas ceremonii w Dolby Theatre tryumfy święciło „W głowie się nie mieści” (2015), a kilka miesięcy temu w wyścigu krotkometrażówek zwyciężył „Piper” (2016). Przypominamy małe arcydzieła Pixara!
Biuro animacji znalezionych
Kadr z filmu "Coco"
źródło: materiały prasowe/Entertainment Weekly

Na finiszu Międzynarodowego Festiwalu Filmów Animowanych w Annecy, gdzie triumfy święcił m.in. polski „Twój Vincent”, wytwórnia Pixar zdradziła nieco sekretów zza kulis swojej ostatniej produkcji. „Coco” to historia osnuta wokół legendarnej meksykańskiej obyczajowości i oparta na lokalnych tradycyjnych wierzeniach. Twórcy filmu spędzili w Ameryce Połnocnej sporo czasu, by zgłębić tamtejszą kulturę i wykreować postać dwunastoletniego Miguela, w którego rodzinie muzyka od pokoleń jest zakazana. Chłopiec za sprawą niezwykłych okoliczności przekracza bramę barwnej Krainy Umarłych, odkrywając także przed nami uroki słynnego Dia de Muertos. Światowa premiera trójwymiarowego „Coco” już 22 listopada tego roku. W Polsce zobaczymy ją dwa dni później. Tymczasem na ekranach polskich kin już od czwartku szaleją „Auta 3”, które zbierają świetne recenzje. Pixara kochamy za „Toy Story” (1995), „WALL-E” (2008), „Odlot” (2009) czy „W głowie się nie mieści” (2015). Ale czy podobnym sentymentem i miłością darzymy ich krótkometrażowe projekty? Usiądź wygodnie i rozpocznij z nami podróż po często kilkunastominutowych perełkach studia Pixar. Oto nasza ulubiona piątka!

# „Andre i Wally” (1984)
Ta pierwsza, zaledwie dwuminutowa animacja, powstała jeszcze w czasach, gdy Pixar był działem wytwórni LucasFilm. Historyjka oparta na prostym komizmie sytuacyjnym, rodzącym się, gdy jej główny bohater zostaje zaatakowany przez pszczołę i już zapowiada, jaki rodzaj humoru będzie znakiem rozpoznawczym wytwórni. To także debiut za klawiaturą Johna Lasstera, jednego z założycieli studia, a obecnie także jego wiceprezesa.

# „Luxo Jr” (1986)
Bez tej animacji nie byłoby charakterystycznej czołówki Pixara, która jest arcydziełem samym w sobie. Pierwszy nominowany do Oscara film stworzony techniką komputerową to krótka opowiastka o dwóch lampkach, których relacje zostały oparte na schemacie dziecko-rodzic. Ponadto w 1991 roku dla Ulicy Sezamkowej powstały „Surprise” oraz „Light & Heavy”, będące kolejnymi odsłonami przygód urządzeń dnia codziennego.

# „Tin Toy” (1988)
Pierwowzór genialnego „Toy Story” początkowo zawierał także czołową postać kultowej animacji o zabawkach, jednak ostatecznie dobosza Tinny’ego zastąpiono kowbojem Chudym. Pixar nie marnował czasu, bo już w dwa lata po „Luxo Jr” mógł pochwalić się pierwszym w historii Oscarem dla krótkometrażowej produkcji całkowicie wygenerowanej komputerowo.


                   Niezwykle klimatyczne "Coco" zobaczymy w Polsce już 24 listopada!

# „Noc i dzień” (2010)
Animacja, której kanwą stał się stary jak świat konflikt niemal baśniowo spersonifikowanych Nocy i Dnia. Jak zawsze pomysłowa i urocza opowieść, która stanowiła w kinach dodatkową atrakcję dla widzów wybierających się na „Toy Story 3”, to lekcja kompromisu wraz z zaprezentowaniem jego wszelkich zalet w opozycji do zgubnej w skutkach, bezmyślnej rywalizacji. Za oprawę muzyczną odpowiadał tutaj Micahel Giacchino, który współpracował z Pixarem również przy „Ratatuj” (2007) czy nagrodzonym Oscarem „Odlocie” (2009).

# „Lawa” (2014)
Wzruszająca ballada o wulkanie wyśpiewującym swoje ogromne pragnienie miłości miała wszelkie warunki do tego, by skończyć się jak „Mała syrenka” Christiana Andersena – czyli niekoniecznie szczęśliwie. Pixar nie mógłby jednak zrobić tego dzieciom na całym świecie, które przyszły do kin na „W głowie się nie mieści”. Wspaniała piosenka pozostająca z widzem i małym, i dużym, na długi czas po seansie wypłynęła z inspiracji „Somewhere Over the Rainbow” w interpretacji Israel Kamakawiwoʻole, która zachwyciła reżysera „Lawy”, Jamesa Forda Murphy’ego.

Monika Żelazko